- Zostaw to! - krzyknęłam śmiejąc się i jednocześnie próbując wyrwać Agacie z ręki mój telefon.
- Nie! Muszę wiedzieć co tam napisałaś!
- No nic takiego. Daj spokój i oddaj telefon. - ładnie poprosiłam i wyciągnęłam rękę.
- No dobra - Agata wywróciła oczami i posłusznie oddała mi telefon. - Ale i tak się dowiem co tam napisałaś.
- Powodzenia - uśmiechnęłam się.
Układanie planu pod tytułem "jak spędzamy sobotę?" szło całkiem dobrze.
- No dobra - zaczęłam - czyli tak. O jedenastej widzimy się u mnie. Szykowanie stroju.
- Trzeba jeszcze muzykę zgrać.
- Okej. To po stroju jest muzyka. Godzina... jedenasta trzydzieści?
- Może być. O dwunastej w takim razie planowanie makijażu i fryzury.
- Dobra... Czyli około czternastej "przerwa obiadowa"?
- Spoko. Pójdziemy do jakieś pizzerii.
- Okej o piętnastej trzydzieści powrót i szykowanie się na imprezę.
- Chyba gotowe.
- Raczej... - obie byłyśmy już wykończone.
- Późno już. Muszę iść do domu.
Zeszłyśmy na dół. Agata ubrała swój czarny płaszcz i niebieskie buty.
- To pa pa - powiedziała. - Widzimy się jutro w szkole.
- No pa pa - przytuliłam ją. - Nie zapomnij, że jutro po lekcjach idziemy na zakupy.
- Pamiętam. To pa.
- Pa.
Mamy jeszcze nie było w domu, a mi się przypomniało, że muszę jeszcze zrobić lekcje i się pouczyć. Byłam jednak na to za bardzo zmęczona. Jutro później zaczynam lekcje, więc wszystko zrobię rano. teraz idę spać.
W końcu piątek. A jutro moje urodziny. Dzisiaj z Agatą idę na zakupy wybrać odpowiednią sukienkę na moją osiemnastkę. Już się nie mogę doczekać. Dzisiaj lekcje zaczynają się o godzinie ósmej pięćdziesiąt pięć, więc od ósmej ostro zakuwam.
W szkole znowu byłam wcześnie. Siedziałam przed klasą, słuchałam muzyki i uczyłam, kiedy nagle z klasy obok wyszedł, znany w całej szkole, mój kolega.
- Siemano! - krzyknął do mnie tak głośno, że słyszało go chyba cała szkoła.
- Hej - wstałam i się przywitałam. - Jaką masz teraz lekcje?
- Biologię.
- Znowu cię z klasy wyrzuciła? - zaśmiałam się. - Co tym razem zrobiłeś?
- Sam chciałbym wiedzieć.
- Jasne, jasne... Przyznaj się.
- Była cisza w klasie, nagle zaczęła się na mnie drzeć, że mam wyjść z klasy, bo już mnie nie chce więcej widzieć.
- A tak na serio?
- Mówię ci jak było. Musisz się jej zapytać.
W tym momencie pani od bilogi wyszła z klasy i Karol musiał wrócić na lekcje.
Dzień w szkole mijał spokojnie, bez żadnych konfliktów, niespodzianek... po prostu szara rzeczywistość. Na ostatniej przerwie zaczęłyśmy z koleżankami omawiać jak mniej więcej ma wyglądać mój strój.
- Myślałam o czarnej sukience - powiedziałam.
- Czarna nie... - stwierdziła Kamila. - Ubierz się bardziej na kolorowo.
- W sumie to granatowy by ci bardzo pasował - dodała Agata.
- Granatowy może być - potwierdziłam z uśmiechem.
Rozmowa ciągnęła się aż do końca przerwy. Nie zdecydowałyśmy się na żaden konkretny strój. Po szkole razem Agatą poszłyśmy do centrum handlowego niedaleko naszej szkoły poszukać dla mnie idealnej sukienki.
______________________________________________________________
No to został nam już tylko czwartek i piątek, cieszycie się?
Świetny rozdział;)
OdpowiedzUsuńZakończył się sezon i niemiłosiernie ciągną mi się te dni... Zawsze tygodnie zlatywały mi w mgnieniu oka, a teraz...
Pozdrawiam!:)